Jedna z moich ulubionych piosenek nosi taki właśnie tytuł: „Człowiek w lustrze”. Bardzo ważne dla mnie są słowa w niej zawarte: „Jeśli chcesz uczynić świat lepszym miejscem, spójrz na siebie i dokonaj zmiany”.
W szkole, w której pracuję, taka treść wybrzmiała kiedyś w przedstawieniu, przygotowanym z młodzieżą. W Wielkim Poście 2026, pytanie o „Człowieka w lustrze” wróciło za sprawą wymownej dekoracji w naszym kościele, przygotowanej przez naszą s. Barbarę, zakrystiankę.
Mam przekonanie, że dekoracja to tylko „środek”, jakby obraz, który może pomóc, aby nasze serca spojrzały w „taflę prawdy” – o sobie samym, drugim człowieku i o Bogu.
Dwa krzyże… jeden ustawiony za drugim. Oba lekko pochylone, jakby niesione przez tych, których wizerunek znajduje się na każdym z nich. Na pierwszym twarz cierpiącego Chrystusa, umęczonego i w koronie cierniowej. Za Jego krzyżem, jakby duplikat, moje „brzemię”. Moje – to znaczy czyje? Na tym drugim krzyżu widać lustro. Kim jest człowiek, którego
w nim można zobaczyć?
Kilka historii….
Początek Mszy świętej… Tata dwulatka szybko rusza z trzeciej ławki do przodu, aby w porę „złapać” malucha, zanim ten wkroczy do prezbiterium. Po drodze tata przyklęka przed ołtarzem, akurat na wprost lustra. Mgnienie oka, ale zdążył zauważyć, że zmęczenie odcisnęło piętno na jego twarzy. Cóż w tym dziwnego, praca na półtora etatu robi swoje.
A może to jednak... kilka wczorajszych wieczornych piw, które „jakoś-tak-same-się-wypiły”?
Kazanie dla dzieci… Dziesięciolatka z grupką koleżanek słucha uważnie. Wie, że tak trzeba, bo potem na religii może być pytanie o to kazanie. No i w ogóle – lubi słuchać, kiedy mówi jej katecheta. Nagle zauważa lustro. Korci, żeby co chwilę sprawdzać, czy zrobiony na drutach przez babcię szaliczek pasuje do nowej kurtki. W pewnej chwili ksiądz podaje jej czerwone serduszko i prosi, żeby przyłożyła je w miejscu, gdzie ma swoje serce, a potem stanęła z nim przed dziećmi.
Nici z oglądania szaliczka w lustrze…
Komunia święta… Przy stopniu klęka starsza pani. Przez chwilę, czekając na kapłana, który podejdzie z Najświętszym Sakramentem, pani ostrożnie podnosi wzrok na lustrzany obraz. Nie bardzo chce się wpatrywać, bo może nowa zmarszczka rzuci jej się w oczy. Jednak czy ostatecznie to ma jakieś znaczenie? Przecież już nikomu nie jest potrzebna.
A tak… przynajmniej będzie kolejny powód, żeby ponarzekać – na świat, na ludzi, na los…
Nabożeństwo Gorzkich żali… Ksiądz przy wtórze pieśni wystawił Najświętszy Sakrament. Schodząc przed ołtarz, zastanawia się, czy dobrze podświetlił monstrancję. Po chwili ulga, wszystko w porządku. Klęcznik dziś ustawiony tak, że widzi swoje odbicie w „dekoracyjnym” lustrze. Śpiew płynie. „Oby się serce we łzy rozpływało…” – nie czyjeś, nie „ich”, ale najpierw moje… moje kapłańskie serce, Panie…
W ciszy pustego kościoła… Zwykle siada nieco dalej. Nie lubi pierwszych ławek i spojrzeń innych ludzi. Kto wie, co o niej myślą? Teraz jednak, kiedy już nie ma nikogo, młoda dziewczyna podchodzi blisko ołtarza. W ręku smartfon. Warto mieć pamiątkowe zdjęcie wielkopostnego wystroju. Może jeszcze zdąży pstryknąć zanim światła zgasną. Przyklęka, żeby dobrze skadrować. Nagle jej wzrok spotyka wzrok lustrzanego odbicia. Jakby ono domagało się prawdy o najgłębszej części jej serca…
Moje szkolne przedstawienie kończyło się puentą: „Czym wypełnione są ramy Twojego zwierciadła? Czym wypełnione jest Twoje serce? Kim jest człowiek, którego widzisz w lustrze?” Warto te pytania zadać sobie i dziś. Warto też wciąż przemieniać swoje serce, aby stawało się lustrem, które pokazuje ten piękniejszy świat, według słów, stanowiących „koronę” wielkopostnej dekoracji: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.
Małgorzata Sar